
Wieczorową porą… Dzisiaj spadł upragniony przez ziemię deszcz. Siąpił sobie od czasu do czasu zraszając tęskniące za wodą rośliny.. Rozpachniły się nadreńskie pola i łąki, odurzyły mnie zapachem ziół, kwiatów i drzew, oszołomiły te słodko tabakowe trawy i paprocie… I nagle wszystko wróciło do serca, a tak się bałam, że ono teraz puste, obolałe i nie znajdzie pocieszenia. Bo przecież pukałam, stukałam, a serce odpowiadało mi tępym dudnieniem – odejdź, wróć, jak będę gotowe… Jak to dobrze, że nie zabiłam w sobie resztki nadziei
*IzKa


